W sklepie zobaczyłam drobne marchewki, rodem ze Szwajcarii, (dlaczego akurat z kraju Heidi, nigdy nie kojarzył mi się z nimi?) bardzo zachęcająco zapakowane. Spodobał mi się ich wygląd i je kupiłam, a potem szybko pomyślałam, że wykorzystam je do przygotowana w piekarniku, ponieważ są mniej więcej takiej samej wielkości, także równomiernie się upieką. Zainspirowałam się jednym z przepisów znalezionych w internecie, gdzie dobór składników brzmiał smakowicie - ominęłam jedynie ocet, bo wydał mi się nie pasujący do reszty, zwłaszcza, że należało dodać też i cytrynę - i przygotowałam je. Wyszły znakomite, lekko chrupiące i niecodzienne w smaku. Polecam.
Składniki na dla 2 -4 osób:
250 g marchwi, młodej
1 łyżka oleju rzepakowego
Dodatkowo:
Syrop:
2 łyżki miodu
2 łyżeczki skórki z cytryny
1 garść liści mięty, poszatkowanej
1/2 łyżeczki cynamonu
Sól morska i kolorowy pieprz do smaku
Wszystkie składniki ze sobą połączyć i dobrze wymieszać. Odstawić.
Sposób wykonania:
Marchew umyć, oskrobać i ułożyć w naczyniu żaroodpornym, w którym będzie pieczona. Lekko posmarować olejem rzepakowym i wstawić do rozgrzanego do 180°C piekarnika na ok. 30 minut. Po tym czasie wyjąć i posmarować połową syropu. Znów wstawić do piekarnika i piec, aż marchew będzie miękka, od czasu do czasu obracając.
Gotową, posmarować resztą syropu i serwować.
Przepis z inspiracji "weightwatchers"



